Agencje rankingowe i ich potęga

Czemu i komu służą agencje ratingowe? Otóż w pięknie brzmiącej teorii ich analitycy po to zbierają skrzętnie wszelkie wiadomości o stanie gospodarki i posunięciach politycznych danych państw, by móc rzetelnie poinformować wszystkich chętnych (nie za darmo przecież) o korzyściach lub zagrożeniach, wynikających z inwestowania w kraju X czy Y.

Teoria do praktyki ma się nijak i pewnie od początku istnienia owych agencji było podobnie. Zamiast być swego rodzaju bankiem informacji, firmy te służą do wywierania nacisków na rządy i społeczeństwa. Przykład Standard & Poor’s Ratings Services doskonale odzwierciedla ogromne możliwości, jakie daje manipulowanie ocenami ryzyka inwestycyjnego.

Agencja utrzymywała rating kredytowy Polski na poziomie A- od 2007 roku. W ubiegłym roku  podwyższyła prognozę na pozytywną, w oparciu o malejący deficyt pod rządami poprzedniej ekipy i nieprzerwany wzrost gospodarczy w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci. Nic to, że ów „nieprzerwany wzrost” wynika z manipulowania PKB i faktu, iż milczeniem pomija się pieniądze, wyprowadzane co roku poza granice RP, znacznie większe od tych, które w Polsce zostają. Unijnym (i nie tylko) ekonomistom wystarcza to, że zyski zostały w ogóle wygenerowane. Wyzysku pracowników, bliskiemu Chinom, pod uwagę nie bierze nikt, podobnie jak tego, iż właścicielami „polskich” firm nie są obywatele RP, stąd pieniądze trafiają na konta daleko od miejsca, gdzie nasi neo-niewolnicy je wypracowali.

Ze względu na kierunek przemian, Standard & Poor’s obniżyła ocenę ratingową Polski z A- do BBB+ dla długoterminowych zobowiązań w walutach obcych oraz z A/A-1 do A-/A-2 dla odpowiednio długo- i krótkoterminowych zobowiązań w walucie lokalnej. Jednocześnie zmieniona została perspektywa ratingu z pozytywnej na negatywną.